Obudziłam się rano wyjątkowo bez kaca. Ubrałam się szybko, związałam włosy w gumkę i wyszłam z mieszkania sprawdzić, czy Brendon jest u siebie. Zapukałam w dębowe drzwi ze strachem, że pomyliłam drzwi. Kiedy zobaczyłam Brendona, ucieszyłam się. On stał w jeansach bez koszulki. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Gdzie się zmyłeś?
- Aa, ja na was czekałem, ale, że nikt nie wychodził to poszedłem do domu.
Spojrzałam na niego dziwnie.
- To my na Ciebie czekaliśmy. Z resztą, mogę?
- Nie, widzisz, to nie jest odpowiednia pora i...
Znikąd zjawiła się ona. Ta sama Sarah, w koszulce Bdena z mokrymi włosami i kubkiem kawy. Lekko objęła go i uśmiechnęła się. Spojrzałam na nich z niedowierzaniem i czekałam na odpowiedź. Odpowiedzi nie usłyszałam.
- A kto to jest skarbie?
- Ash. Ash, to jest Sarah.
- A tak, my się znamy.- warknęła- Spław ją.- szepnęła do niego i poszła sobie
- Ashley, ja...
Odwróciłam się na pięcie pełna łez oczach i po prostu zamiast iść do windy, to zbiegałam na czwarte piętro. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, po prostu nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Weszłam do domu Ry i popłakałam się na dobre. Keltie zbierała mnie z ziemi, byłam w środku histerii. Było tak idealnie, sytuacja była tak wyklarowana i co? I znowu ktoś stanął mi na drodze.
- Ja już tego mam dość, rozumiesz?! Na okrągło ktoś staje mi na drodze do miłości.- wtuliłam się w nią
- Cii, już, spokojnie. Będzie dobrze Ash, jeszcze tego pożałuje Brendon, ona nie będzie jedną z nas...
Dwa tygodnie później ja dalej przypominałam roślinę, a ich związek kwitł w najlepsze. Moje najukochańsze dziewczyny bojkotowały każde spotkanie z Brendonem i nią, w ogóle z nią nie rozmawiały, a potem spotykałyśmy się razem, żeby ją obgadywać. Jak słyszałam Northern Downpour w radio to miałam ochotę te radio wyrzucić przez okno, z mamą nie poruszałyśmy tego tematu. Przyszła kolejna impreza, po raz któryś zostałam zaproszona, ale nie chciałam się na niej zjawić. Tym razem impreza odbywała się w apartamencie Ry, więc wjazd był na luzie. Rozmyślałam cały tydzień, aż w końcu się zdecydowałam, bo miała na tej imprezie być Cass Pope i Travis! :) i wiele wiele innych osób, więc postanowiłam się tam wybrać. Żeby wkurzyć Brendona i tą jak jej tam, a tak pusty orzeszek! (Orzechowski) ubrałam koszulkę Audrey Kitching. Taka nawet z dekoltem, było widać kolczyka, więc joł. Do tego ubrałam legginsy i te białe buty Marc Jacobson, z łączoną podeszwom. Jak zawsze po drodze zabrali mnie Spenio i Haley. Gadaliśmy dużo o tym, kto będzie i co się będzie działo. Ja mam pokój zarezerwowany u Ry, także ludzie mogą mi naskoczyć! Śmiałyśmy się z Haley jak głupie, Spenio nas uspakajał;D.
Podjechaliśmy do apartamentowca. Muzykę było słychać aż na dworze! Uśmiechnęłam się do siebie, czułam, że tej nocy dam im popalić. Przywitałam się ze wszystkimi znajomymi i zaczęłam pić. Z Travim mieliśmy takie wkręty, że mało! On wpadł a pomysł grania w butelkę za pieniądze. Za każdym razem trzeba było kogoś pocałować, a jak się nie chciało, to kara wynosiła 100$. Zgłosili się prawie wszyscy! Zaczął Travis i padło na Cass.
- Dawaj Travi, dawaj!-śmiałam się
Dali sobie niewinnego buziaczka. Cass musiała pocałować Haley, Haley Ry, Ry wpadł na mnie.
- No nie!- zaśmiałam się
- Dawaj siostra buziaka!
- A masz Ty dziadu!
Soczysty buziak prosto w usta, nawet nam zdjęcie zrobili. Kręciłam i ja. Z każdym obrotem butelki modliłam się `oby tylko nie ona`. I padło... jeszcze gorzej. Spojrzałam na Beara, miał nie wyraźną minę. Nie miałam kasy, żeby zrezygnować, więc stanęłam na czworaka i czekałam co on zrobi.
- No Brendon, czemu nie płacisz 100?- zapytała Sarah
- A niby po co?
- Chyba nie pocałujesz tego czegoś?
Spojrzałam na nią z kurwikami w oczach i nie wytrzymałam. Rzuciłam się na nią i mało jej nie zabiłam.
- Dla Ciebie jestem pani! To po pierwsze!- walnęłam ją z pięści- Po drugie, to Ty namieszałaś mi w życiu.- poprawiłam- A po trzecie, to nie ja jestem bezguście, kopiarko Katy Perry!- walnęłam jej po raz ostatni, bo złapał mnie Ryan, Jon, Travis i Spenio.
Brendon wyprowadził swoją piękność do domu. Po tym wszystkim odechciało mi się wszystkiego. Brendona mi się odechciało, żyć mi się odechciało też. Piłyśmy z dziewczynami i obgadywałyśmy ją ciągle.
- Ale motyw z tą koszulką to jest wyjebany!- śmiała się Keltie
- Dzięki. O to chodziło. ;)
- Ale jej dołożyłaś!
- Wiem, dzięki.- śmiałam się jak głupia.
Kiedy poszłam do łóżka, spojrzałam na telefon. Miałam nieodebraną wiadomość od Brendona. Usunęłam smsa od razu i poszłam spać. Ok. 5 nad ranem dostałam kolejnego smsa od Brendona.
`czemu nie odpisujesz? ja przepraszam za nią, nic Ci nie jest?`
` a to jeszcze Ciebie interesuje? nie przepraszaj, bo to i tak nie jest szczere. powiedz jej, że jak ją spotkam, to nie liczę za siebie.`
` na prawdę mi jest przykro. nie powinienem przychodzić na tą imprezę z Sarah.`
` za późno, a dmuchane lalki to się trzyma w szafie, taka wiadomość na przyszłość. dobranoc, bo mnie bezczelnie obudziłeś.`
Już nie odpisał, może i lepiej?
Nastrój:
Kolejny dzień. Minął tydzień od tego, co się stało. Brendon do tej pory się do mnie nie odezwał. Kaley błagała mnie, żebym zapomniała, Ry milczał, Keltie wyzywała Bdena od niedojrzałych, a gdzie w tym wszystkim ja? Nie wiem. Więc dzisiaj mamy piątek, miałam uczyć się do testu z historii teatru, tak studiuję aktorstwo. Rozsiadłam się wygodnie na łóżku w moim pokoju, nagle zadzwonił telefon. W pustym pokoju rozległ się dzwonek Plug In Baby, piosenka, która wkręcił mi Jon ostatnio. Na wyświetlaczu widniało `Brendon :)`, biłam się z myślami, czy odebrać, czy nie. Dzwonił jeszcze raz, tym razem odebrałam.
- Tak?
- Hej. Co tam...?
Cisza.
- No dobra, schrzaniłem sprawę, Ry mnie zabije i w ogóle, ja przepraszam, to nie tak miało wyjść!
Zatkało mnie, nie wiedziałam co mam powiedzieć!
- Halo Ash, jesteś tam?
- Jestem.
- Więc?
- Nic się nie stało, wszystko jest ok.- jak ja kocham wykorzystywać moje aktorskie zdolności
- No to super! Masz ochotę na spacer?
- No nie wiem, miałam się uczyć.
- A to trudno, nie będę Ci przeszkadzał.
- Nie przeszkadzasz, w sumie to za dużo kuję, przyda mi się spacer.
- Świetnie, będę u Ciebie za 30 minut.
- No dobra, to ja czekam. Pa
- Narty!
Szybko przebrałam ciuchy i poprawiłam makijaż. Spacer nie spacer, ale wyglądać trzeba. Zjebać też go trzeba. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Mama widząc mnie panikującą poszła otworzyć drzwi.
- Ash, spokojnie.-szepnęła
W drzwiach stał Bear. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- O Bden, właź.- mamcia wpuściła go do środka.
- Dzień dobry. Ash, jesteś gotowa?
- Tylko ubiorę buty.
Szybko się ubrałam i wyszliśmy z domu. Przed domem stał jego samochód.
- Myślałam, że chcesz się przejść?
- Nie, mam lepszy pomysł. Pokażę Ci moje nowe mieszkanie.
- Oo, co ja słyszę? Przeprowadzasz się?
- No, tak można powiedzieć.
Ruszyliśmy. Pojechaliśmy do Las Vegas. Po drodze nam odwalało jak za starych czasów. Słuchaliśmy Ashlee Simpson! :O
- Boys boys boys they gimme gimme, they gimme, they follow my voice!- darł się Brendon
- OMG?! Jesteś gejem?!- szczałam ze śmiechu
- Chciałabyś.-uśmiechnął się
Tak śmiesznie naśladował głos Ash i w ogóle się popisywał swoimi zdolnościami.
- Dobra, skończ już, wszyscy wiemy, że fajnie śpiewasz.- śmiałam się
- O ty niewdzięczny dziadu, ja Cię dopadnę jeszcze!- dźgał mnie palcem w bok, a ja jak wiadomo mam gilgotki i piszczałam
- Brendon! Zdzichu przestań! xD
- Przeproś:D
- O wielki mistrzu Zdzichu obciągnę Ci jak mnie zostawisz!
Spojrzał na mnie i popłakał się ze śmiechu.
- Buahahaha! Trzymam Cię za słowo!
Zawsze mieliśmy zryty humor xD. Taki zboczony i pełen głupoty. Cóż ja na to poradzę? Na światłach już w samym Vegas nam odbijało. Korki były niemiłosierne, a nam odbijało! Siedzieliśmy w okularach przeciw słonecznych i tańczyliśmy do Womanizer. :D
- Womanizer, womanizer, womanizer ooh wominazer oh you're wominazer baby, you you you are, you you you are womanizer womanizer womanizer!- śpiewaliśmy razem
Babcia się na nas gapiła jak przechodziła przez pasy xD. Jakieś laski nas poznały i robiły nam fotki, a my pozowaliśmy, a co mieliśmy zrobić? Ciągle się śmiałam, on też. Podjechaliśmy do jakiegoś apartamentowca w centrum Vegas, który okazał się nowym domem Bdena.
- Ashton Kutcher ma tutaj swoje mieszkanie, jak już wiesz Twój brat i Keltie, Brit nasza kochana!
- Tak?- spojrzałam na niego- Nie mówił Ry.
Poszliśmy do mieszkania, które było na 8 piętrze. Widok był niesamowity! :O. W środku były już rzeczy Brendona, dziwne, Kaley nic nie mówiła o przeprowadzce.
- I jak się podoba?
- Super! Lepiej niż Ry.
Rozsiadłam się na kanapie i włączyłam tv. miał nawet kominek! Wręczył mi kieliszek z winem.
- Proszę, chyba opijesz ze mną moje nowe mieszkanie?:D
- Pewnie, że tak!
Złapałam za kieliszek, stuknęliśmy się lekko i zaczęliśmy pić. Rozmawiało się nam nadzwyczaj dobrze, brakowało tylko świec, wolnej muzyki i byłby klimat, serio. Zdaje mi się, że nie o taki klimat mu chodziło. Od dłuższego czas czułam jego wzrok na sobie, ja za to gapiłam się w lampkę wina na zmianę z wielką ścianę z okien i widokiem na Palms.
- Coś Cię trapi?- zapytał nagle
- Nic, a czemu pytasz? Aż tak widać?
- Więc jest coś? Widać. Mów, wiesz, że mi możesz powiedzieć.
- Ale Ty mi nie pomożesz.
- A może jednak?
Zrobiło mi się przykro. Wino dawało nieźle mi w łeb, ale język trzymałam za zębami. Uśmiechnął się do mnie, a ja siłą woli odwzajemniłam uśmiech, oczy mi się zaszkliły. Spoważniał.
- Ty płaczesz.
- Nie prawda.
- Mów co jest grane.
Spojrzałam na niego jeszcze raz. Był lekko pijany, ale wiedział co się dzieje. Złapał mnie za rękę i delikatnie ją pocierał.
- Nie zadzwoniłeś.
- Wiem i za to przepraszam. Nie wyjaśniliśmy sobie niczego. To co było w klubie...- spojrzał w moje oczy, złapał mnie mocniej za rękę- To było miłe, na prawdę.
Uśmiechnęłam się szeroko. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Ta chwila zdawała się trwać wiecznie. Słowa tutaj były zbędne, gesty były najważniejsze. Odstawił swój kieliszek na stół, mój też. Delikatnie przejechał dłonią po mojej twarzy i musnął mnie. Dreszcze przeszły całe moje ciało, nie wiedziałam jak się zachować.
- Podoba Ci się?- zapytał
- Tak.
Odstawiłam kieliszek z powrotem na stół. Świat się zakręcił, butelka była już pusta. Dalej gadaliśmy, mieliśmy swoje wkręty. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Ash, gdzie Ty jesteś, już jest 22!
- Mamo, dzisiaj śpię u Kaley.- uśmiech do Bdena
- A co się stało?
- No... tak wyszło. Uczymy się do historii teatru.
- No dobra, tylko wracaj jutro z rana.
- Tak, dobranoc.!
- Ty jesteś pijana..!
Rozłączyłam się i dalej gadaliśmy. Zachciało mi się spać i zasnęłam na Bdenie.
Rano obudziłam się z bólem głowy. Zaraz, jakie rano? Spojrzałam szybko na zegarek, była 14:30. Miałam 10 nieodebranych połączeń od mamy, 3 od Ry i wiadomości głosowe. Złapałam się za głowę. Zaczęłam odsłuchiwać wiadomości od mamy i Ry.
`Ash, gdzie Ty jesteś? zadzwoń jak odsłuchasz wiadomość!`
`Ashley do cholery jasnej, czemu matka płacze?! Już mi dzwoń do mamy`
Zadzwoniłam do mamy i wyjaśniłam wszystko. Brendon dalej spał jak zabity. Nie mogłam w to ciągle uwierzyć, gapiłam się w niego jak w obrazek. Ciągle byłam w ciuchach i zastanawiałam się, dlaczego my śpimy razem. Poszłam wziąć szybki prysznic, wyciągnęłam jakieś czyste ręczniki i poszłam do łazienki. Najlepsze, że ja nigdy nie zamykam toalety. Kiedy stałam pod prysznicem, do toalety wszedł Brendon. W ogóle nie skapnął się, że ktoś się kąpie. Po prostu otworzył rozporek spodni, i...
- Halo, ja tu jestem!- krzyknęłam
Przestraszył się.
- Ojej! Przepraszam.
Ok. 10 minut później wyszłam spod prysznica. On siedział w salonie z kubkiem kawy w ręku. Co zrobiła Ash? Wyciągnęłam jakąś koszulkę Brendona, była to koszulka Benjamina Jr., wyglądałam jak w sukience! Mokre, rude włosy opadały mi na piersi.
- Dzień dobry.- usiadłam obok niego na kanapie i zabrałam mu kubek z kawą
- Dzień dobry... ej oddawaj mi to!- zaśmiał się
- Ja się zastanawiam, czemu my spaliśmy razem?;>
- Aaa... bo w innych pokojach mam syf, a u siebie mam pościel itp. ale nie bój się, łapki miałem przy sobie, nawet Cię nie rozebrałem.
- A mogłeś! Nie wygodnie mi było.
- I tak źle i tak nie dobrze.- zaśmiał się
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Odruchowo ruszyłam w stronę drzwi, zaraz za Brendonem. Bden otworzył drzwi w samych jeansach, a ja stałam za nim w jego koszulce jako sukience z mokrymi włosami. Przed drzwiami stał Ryan. Zatkało go.
- Tutaj byłaś.- wydusił z siebie
- To nie tak jak myślisz!- zaczął się tłumaczyć Bden
- A jak? Moja siostra stoi tutaj prawie naga, odziana w Twoją koszulkę, ma mokre włosy, Ty siedzisz bez koszulki, ona pewnie ma Twoją kawę.
Spojrzałam na Ry. Nie mogłam wyjść z szoku.
- Zapiliśmy z Brendonem trochę, ale uwierz, do niczego nie doszło.
Ry kazał mi się ubrać i zawiózł mnie do domu. Po drodze pytał mnie o to jak to się stało, kiedy już mu wytłumaczyłam, że nic się nie stało, że tylko się zapiłam, Ryan się ucieszył.
- Ufam Ci, Bearowi też, więc na prawdę nic się nie stało.
- Kochany brat jesteś.
- To co, wychodzimy dzisiaj wieczorem?
- No pewnie:D
Mama była lekko wkurzona, ale jak Ry jej wytłumaczył, że zabrał mnie z domu mojej koleżanki z klasy, która mieszka w Vegas, to się uspokoiła. Ryan też mówił o tym, że idziemy wszyscy na imprezę, bo Jon przyjechał z Cassie i muszę tam być. Nie chciała się zgodzić, ale po dłuższych namowach mama się zgodziła, żebym spała u mojego braciszka. On jest po prostu kochany. :) Wieczorem wyszykowałam się na imprezę, szybko włożyłam biało-czerwoną sukienkę z New York Couture, do tego jasno różowe legginsy i białe buty na obcasie, ale nie do końca, bo podeszwa z obcasem była złączona z resztą. Do tego płaszczyk i mogłam iść. Rude proste włosy zwisały mi to łokci. Wiem, że skopiowałam fryzurę Ashlee Simpson, ale jej to nie przeszkadzało :P. Zabrali mnie Spenio i Haley. Plotki tak szybko się roznoszą, że już wiedzieli.
- A Ty Ross co robiłaś u Bdena na noc?- zaśmiał się Spenio prowadząc samochód
- Spałam. Spiliśmy się obydwoje i tak wyszło, no serio.
- I nie dotknął Cię?- śmiała się Haley
- No na serio, palcem. Tyle co mnie do łóżka swojego zaniósł i razem spaliśmy, ale przysięgam, miałam na sobie ubrania!
Śmiali się z nas, oni myślą, że coś się święci, z resztą... ja też. Mam taką nadzieję:(. Spotkaliśmy się wszyscy pod klubem, jak zawsze Bden przygarnął mnie pod swoje skrzydła. Przytulił mnie mocno do siebie, złapał za pas i gadał mi czułe słówka jak wchodziliśmy.
- Kochanie, ślicznie wyglądasz, wiesz?
- Dziękuję skarbie.- uśmiechnęłam się
Usta złożyłam w pocałunek, a on oczywiście to pominął. Ochroniarze się dziwnie na nas spojrzeli.
- Dowód poproszę.
Bden wyciągnął swój, a ja stałam jak głupia.
- A ona?
- Ona jest ze mną, ma prawie 21 lat. Proszę, wpuście moją dziewczynę.
- No dobra, ale następnym razem jak dziewczyna chce buziaka to całuj chłopie, a nie!- śmiał się ochroniarz
- Tak? Nie zauważyłem.- byliśmy już w środku- Przepraszam kotek.- pocałował mnie w usta i poszliśmy dalej
Wypiliśmy po drinku i zostałam wyciągnięta na parkiet przez Brendona. Tańczyliśmy prawie cały czas! Nawet dj zadedykował nam piosenkę The Cranberries- Kiss Me. Przytulił mnie do siebie i tańczyliśmy. Dołączyli do nas Ry z Keltie, Spenio z Haley i Jon z Cass. Robiłam obroty i takie tam. Na koniec piosenki wszyscy się całowali... taka presja otoczenia. A my co?
- Oni na nas to wymuszają.- zaśmiałam się
- Hmm... w sumie to masz rację.
Zamknął oczy i lekko pocałował mnie w usta. Pocałował jeszcze raz i jeszcze raz... i przestał. Ktoś go zaczepił.
- O hej! Co tam słychać Sarah?- przytulił dziewczynę
- Cześć;) nie przeszkadzam?
- Nie.- uśmiechnęłam się, a tak na serio mało jej nie zabiłam- To ja nie przeszkadzam.
Poszłam do stolika. Moja chwila szczęścia, prawie pełnego pocałunku skończyła się fiaskiem przez jakąś krótkowłosą lafiryndę podobną do Katy Perry. Znowu zjebany wieczór... kupiłam sobie z 4 drinki i piłam je po kolei. Gapiłam na bawiących się Jona i Cass oraz Haley i Spenia. Szlag mnie trafiał, że nic mi nie wychodzi. Przy stoliku również siedziałam sama. Robiłam się coraz bardziej pijana i coraz bardziej rozpaczałam nad swoim losem. Nagle znikąd zjawił się Brendon.
- Sama tak siedzisz?
- Taa.- odparłam smutno
- Można?
- Można.
- Czemu smutna siedzisz?
- Tak jakoś. Jak widzisz siedziałam sama bez nikogo, a gdzie masz koleżankę?
- A nie wiem, gdzieś zginęła. Z resztą, to nie ważne.
Przysunął się do mnie, objął mnie w pasie. Powoli piłam drinka.
- Nie przyzwyczajasz się?
- Nie.
Na parkiecie było pełno ludzi, a po kątach chowały się pary, które albo się całowały, albo kopulowały, albo chuj wie co. Brendon przybliżył się do mnie jeszcze bardziej i delikatnie musnął moje usta. Powtórzył to parę razy aż w końcu zaczęliśmy się całować. Jedną dłonią głaskał moje włosy, a drugą obejmował mnie mocno. Było mi tak cudownie, że nie zwracałam uwagi kto przychodzi i kto odchodzi. Całowaliśmy się całe wieczności, dopóki nie przyszedł mój brat.
- Noo, Urie widzę, że w końcu dobrze myślisz!- śmiał się
- A jak!- objął mnie mocno
Ciągle się uśmiechałam. Poszliśmy jeszcze na parkiet, potańczyliśmy sobie. Po 2 mieliśmy się zbierać, Brendon tylko miał skoczyć do toalety. I nagle się rozpłynął, nie odbierał telefonów ode mnie, Ry, i reszty. Cóż, wróciliśmy do domu Ryana i poszłam spać.
Nastrój:
Ashley, Brendon, Ashley, Brendon, Ashley, Ry, Ash
Wpakowaliśmy się do taksówki i pojechaliśmy do Vegas. Uwielbiam szalone noce spędzone w tym mieście. Nie odzywałam się w ogóle, byłam lekko zdenerwowana. Nie mogłam się doczekać wieczoru w towarzystwie Zdzisia. Zdzisio mi ten wieczór nieźle umili.. :).
Staliśmy przed wejściem do najlepszego klubu w Las Vegas. Dołączyli do nas Spenio i Haley.
- No to teraz jak tam ją przemycić?- zamyśliła się Haley
- Bden już ją pod pachę łap i won z nią do klubu!- śmiał się Spenio
Spojrzałam na Brendona, który uśmiechał się jak głupi. To był nerwowy uśmiech.
- No Mietek, na co czekasz? Na oficjalne zaproszenie?:D
- A dotknij tylko moich przecudownie wyprostowanych włosów...
Za późno. Już zanurzył w nich swoje łapska. W sumie było to przyjemne, głaskał mnie jakbym była jego dziewczyną. Przytulił mnie do siebie mocno i tak ruszyliśmy w stronę klubu. Przy wejściu szepnął mi: `ładnie wyglądasz.` Serce waliło mi jak szalone. Ochroniarze się na nas gapili, ale Brendon się uśmiechał i pocałował mnie w głowę. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy za Ry i resztą.
Ja nie chcę nic mówić, ale Miecio... jej. Wygląda tak ślicznie, a jak się do mnie przytuliła... zeszliśmy ochroniarzom z oczu, a ja ścisnąłem jej rękę mocniej, żeby upewnić się, że mi nie ucieknie. Usiedliśmy przy stoliku, a wtedy zobaczyłem Kim i LynnZ, moje kumpele ze szkoły. Nic nie mówiłem, ale miałem ochotę z nimi zabalować.
Chłopaki poszli po drinki dla nas. Uśmiechałam się cały czas.
- Kurde, on Cię trzymał za rękę!- powiedziała Haley
- Noo, kolejna laska do nas dołączy! Teraz będziemy się zwać CHAK, a nie CHK xD
- Buahaha! Co Ty Kelt. To się nie stanie.
- Nigdy nie mów...
- Nigdy!- dokończyła Haley i zaśmiałyśmy się
Wrócili faceci. Dostałam drinka od Brendona.
- Proszę kochanie, ale buziak najpierw.- uśmiechnął się Spenio
- Ja też chcę buzi!- śmiał się Ry
- A ja?- maślane Brendonowe oczka
Walnęłam buraka i dałam mu buziaka w policzek. Tyle razy to robiłam, a teraz było inaczej... siedzieliśmy trochę przy stoliku i poszliśmy tańczyć. Po tym wszystkim tego wieczoru miało wszystko się zmienić. Miało być z górki, a okazało się, że wcześniej to ja szłam po płaskiej drodze, teraz to ja miałam pod górkę! Taa... tańczyłam sama z Kelt i Hay na parkiecie, bo chłopcy oczywiście pili, a Zdzicho dorwał dwie cycate blondyny. Wróciłam zniesmaczona do stolika, wypiłam drinka jednym podejściem.
- Panno Ross, wyhamuj!- Ry złapał za mojego drinka
- Ja wracam do domu.
- Sama?! Nie ma mowy!- Spenio wyrwał mi torebkę z ręki
- Ja nie będę tutaj siedzieć!
Poszłam do toalety. Wszyscy byli pewni, że wyszłam, dzwonili do mnie i mnie szukali, a ja poszłam do kibla zapalić. Nagle do kibla wpadła jedna z tych cycatych blondynek, ciągnęła Brendona za sobą.
- Kim, nie dzisiaj, proszę.- mówił
- Ale będzie fajnie, zrobię Ci dobrze.
Zgasiłam papierosa, wzięłam miętówkę do buźki i miałam wychodzić. Brendon był kompletnie zalany, nawet mnie nie poznał.
- Oj skarbek, Brendon, będzie fajnie!
Spojrzałam na nich, serce miałam w gardle, ale postanowiłam go ratować i to jak najszybciej!
- Ej Ty pustaku, tak Ty! Tleniony łbie.
Obróciła się.
- Masz jakiś problem?!
- Może przestałabyś się kurwić z moim facetem, co?!
- Czego Ty ode mnie chcesz...- pocałowała Brendona
- Odwal się od niego!- popchnęłam ją
- Ty chuju jeden, czemu Ty mi to robisz co?!- z tego wszystkiego na serio miałam do niego żal i się popłakałam.- Ty mnie ciągle oszukujesz, ja mam tego dość! Odchodzę.- miałam wyjść
- Ash... ja...- spojrzał na mnie, przytulił mnie mocno- Przepraszam Cię, już nie będę tego robił, przyrzekam.
Laska wyszła. Szybko wyrwałam się z jego uścisku i poszłam w kąt do lustra, żeby poprawić makijaż.
- Mieciu, dziękuję Ci bardzo.- uśmiechnął się do mnie
- Nie ma za co, następnym razem nie pakuj się w takie coś.
Stałam oparta o umywalkę. Moja mina mówiła: spierdalaj gdzie pieprz rośnie! Bden podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu, bo stałam przodem do lustra.
- Ash...- ciarki przeszły mnie po ciele- Pójdziemy zatańczyć?- szeptał mi do ucha
Uśmiechnęłam się do niego. Odwróciłam się twarzą do Brendona, i musnęłam go w usta bez wahania. Kiedy otworzyłam oczy, on stał przestraszony.
- Nie rób tego więcej.- wyszeptał przerażony
- Bden... ja... przepraszam- miałam łzy w oczach i wybiegłam z toalety.
To się stało. Tak tego chciałem, tyle na to czekałem, a ja stchórzyłem. Po prostu stchórzyłem. Wybiegłem za nią, ale nie mogłem jej nigdzie znaleźć w tym tłumie. Nie mogłem sobie tego wybaczyć...
- Widziałeś Ash?- zapytałem Ry
- Ashley? Mignęła mi chwilę temu przed oczami, miała wychodzić.
- JEST!- pobiegłem za nią
Ruszyłam w stronę wyjścia, kiedy ktoś złapał mnie za rękę i zaciągnął do kibla. To był Brendon. Widząc moje łzy, uśmiech zniknął mu z twarzy.
- Hej, co jest?
- Idę do domu, a co może być?
- Nie, ja pytam o to.- wytarł mi łzy- Czemu płaczesz?
- Ja tak mam, wiesz? Przed okresem!- zaczęłam się śmiać, ale mi to nie wyszło
- Nie wkręcaj mnie tu! Miecio ja przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam.
Przejechał dłonią po moim czerwonym policzku, spojrzał głęboko w moje oczy, uśmiechnął się.
- To było miłe.
Zdałam sobie sprawę, że on przybliża twarz do mojej. Serducho to ja miałam chyba w mózgu! Zamknęłam oczy, czekałam na to, co się stanie. Kiedy już lekko dotykał moich ust...
Gdzie ten gad?! Ja już mam tego dość, Ash mi tu fochami rzuca, Urie się najebał, Spencer zniknął z Haley, a Keltie siedzi naburmuszona przy stoliku. Wpadłem do pierwszego, lepszego kibla z nadzieją, że to będzie męski kibel. Niestety było to kibel damski, a tam zastałem moją siostrę w objęciach Bdena. Oni się całowali. Nie no -.-
- Bree...?
- George?- Ash zawsze tak mówi, jak się mnie boi
- A co wy tutaj robicie?
- My? Nic, pocieszam Miecia, bo jakiś dupek ją olał.- przytulił ją i pogłaskał po głowie
- Dlatego całowałeś ją w damskiej toalecie?
- Eee...- podrapał się po głowie- W sumie to tak, to była rzęsa w oku! Zaglądałem jej do oka.
- Idziemy do domu.
Gapiłam się w Ry. Nie mogłam uwierzyć, że nam przerwał. Wyszłam bez słowa. Wyszłam z klubu i czym prędzej wyszłam na główną ulicę w Las Vegas myśląc, co będzie dalej. Czy mi się w końcu co kolwiek uda?
Nastrój:
Ashley, Ry, Ashley, Ry, Ashley, Brendon, Ashley, Ry
Od zawsze byłam pierdolnięta. Kto mnie nie poznał, uważał mnie za wariatkę. Nie moja wina, że kiszenie ogórów kojarzy mi się z khym, no xD i chleję na potęgę. Nagrywałam filmik z kumpelą w centrum handlowym, bo nie miałyśmy co dodać na youtube, no a potem w lokalnym supermarkecie.
- Zaraz kupię se koło i pierdolnę się w czoło!- śmiałam się jak głupia
- Ashley, uwaga!- wydarła się kumpela rzucając mnie lodem, który wylądował tuż przed butem jakiegoś kolesia. Nie ma jak lody w lutym!
- Uważajcie trochę, co?- wydarł się na nas, a my brecht;D
- Człowieku, trzeba się wyluzować!
Ochroniarz tego kolesia był rozbudowany, wysoki i łysy. Nie chciałyśmy mu wchodzić w drogę :D
- Nie wkurzajcie mi klienta drogie panie.- i puścił do mnie oczko
Poszli sobie.
- Zdawało mi się, czy ja widziałam kotecka?
- Nie zdawało Ci się. To kotecek!
Pobiegłyśmy za nimi obydwie. W sklepie wrzało, laski sobie coś szeptały na ucho, kolesie też. Pobiegłam za ochroniarzem, a Kaley za mną. Zaczęłyśmy brechtać z nie wiadomo czego. W sklepie zapadła cisza, jakby wszyscy się zmówili, nawet radio przycichło. I tu nagle dzwonek z mojego telefonu. Zabrzmiało Panic- It's almost Halloween, kiedy zobaczyłam tańczącego Ry na ekranie popłakałam się ze śmiechu!:D
- Taa?
- Gdzie jesteś?- to była mama
- W sklepie, ale cii, bo śledzę George'a!
- Tylko nie długo, obiad stygnie.
Cisza w sklepie.
- Ryan, mama mówi, że masz mnie zabrać na obiad!- krzyknęłam na cały sklep
- Za co mam taką pierdolniętą siostrę?- Ross tylko spuścił głowę i założył okulary
Tak to się zaczyna. Nazywam się Ashley Summer Ross, mieszkam w fajnym mieście i w ogóle mam fajnie. Mam 19 lat, a zachowuję się czasami na 10. Lubię moje rude farbowane włosy, kocham PATD, a brat mnie za to nie lubi.
Za co ja mam taką siostrę? Czy ona nigdy nie umie się zachować? Spojrzałem na Zack'a, który śmiał się z mojej miny.
- No rusz się, bo Keltie czeka w samochodzie.
Ash podbiegła do mnie, wrzuciła mi kinder bueno do koszyka i inne smakołyki.
- A co ja Czerwony Krzyż jestem?- spojrzałem na nią i zacząłem się śmiać
- Oj George, nie bądź chujem.
- Ryan jestem, ile mogę mówić. Z resztą i tak teraz tego nie zjesz.
- Popatrz na moją twarz. Ile mam lat?
- 15.
- 19. I przez te 19 lat nauczyłam się, że zjem dopiero po obiedzie.
- Nie dobijajcie się.- Zack śmiał się z nas w najlepsze
- Ja już Ci coś mówiłam, nie moja wina, że jestem głupia.
- Nie głupia, a dziecinna.
Wyszliśmy ze sklepu. Kaley poszła do swojego domu, a ja pojechałam z Ry, Keltie i Zackiem na obiad do mnie do domu. Chciałam iść na pieszo, ale mój dobroduszny brat zwany Ry zabrał mnie do domu. Mimo tej całej `sławy` dalej mogłam jakoś żyć. No, chyba, że Ryan postanowił przyjechać na obiad. Tak jak dzisiaj. A Ashley? Ha, mimo tego wszystkiego, ja umieram z miłości do... Brendona. Nie umiem do niego podejść. Chciałabym, ale... dobra, nie wkręcam. Kochamy się z bratem, ale Ryruś ma dzisiaj zły humor. Może i jestem taka `inna` w rodzinie? Baa, w DecayDance też odstaję! Ale łączy mnie przyjaźń z Cassadee Pope z Hey Monday, panem McCoy'em z GCH, z FOB, TAI i innymi. Mi to w głowie jednak on. Tyle fajnych facetów jest dookoła jak to mówi Kaley, a ja nie.
- Nie śpij, jedz!- szturchnął mnie brat
- Co? Aaa... jeść. No tak.
Uśmiechnęłam się do Keltie. Hobo biegała gdzieś pod nogami, a ja powoli zaczęłam dawać jej mojego kotleta.
- Fajnie, że przyjechaliście.- mama się uśmiechnęła do Ry i Keltie
- Nie możemy ciągle siedzieć w NY ile można?
- A kiedy dacie mi kolejną płytę?
- Pisze się, cierpliwości. Co znowu chcesz z nami w studio siedzieć młoda?- zaśmiał się Ry- Jon ma już laskę!
`Ale on jeszcze nie.` powiedziałam sobie w myślach.
Spojrzałem na Ashley nie pewnie. Już wiedziałem. Brendon.
- Aaa!- uśmiechnąłem się- No tak.
- No co?- zapytała mama
- Nie nic.
Zamilkł, ale on dobrze wiedział co i jak. Kiedy byliśmy na wakacjach na Dominikanie, ja akurat wyszłam z kąpieli, byłam tylko w ręczniku. Brendon jak Brendon wparował do mojego pokoju bez pukania, jak to ma w zwyczaju. Zmierzył mnie z dołu do góry, uśmiechnął się, podszedł bliżej tak, jakby chciał mnie pocałować. Nagle otrząsnął się z tego, puścił buraka i wyszedł bez słowa. Wtedy się to zaczęło. Zapraszanie mnie na spacer... Po obiedzie siedziałam i bawiłam się z Hobo, nie miałam nic lepszego do roboty, jak to w sobotę po południu. Dostałam smsa od Kaley: `Mój sąsiad jest w domu. chodź szybko!`. Wpadłam w euforię. Sąsiadem Kaley jest Bden. Wzięłam Hobo ze sobą na `spacer`. Nie widziałam Beara z miesiąc, tak jak mojego brata. Po drodze uśmiechałam się do wszystkich jak głupia! Zapukałam do domu Kaley, poczułam przypływ energii, jakby coś we mnie wstąpiło. Pobiegłam do pokoju gościnnego, gdzie okna wychodziły na ogród państwa Urie.
- Hobo, zamknij się!- krzyknęłam na nią, bo szczekała
- No co Ty, nie szczekaj na psa Ryana Rossa!
- Pierdoli mnie, czy to pies Wentza, srentza, Rossa, to wciąż pies, głupi pies.
- Wyluzuj Ash.
- Kaley, ja się denerwuję.
Gapiłam się przez okno dłuższy czas. Kaley co rusz przynosiła mi coś do picia i siedziała ze mną. Czasami potrafiłam tak godzinami. Wróciłam do domu, bo on gdzieś zniknął. Szłyśmy z Hobo dłuższy czas, aż zobaczyłam purpurowego vana na podjeździe, od razu wiedziałam, że on tu jest. Niepewnie złapałam za klamkę, nie wiedziałam, czy wejść, czy nie.
- Ashley, to Ty?- usłyszałam mamę- Chodź, Bden wpadł do nas.
Ściągnęłam buty, rozebrałam Hobo ze sprzętu, spojrzałam w lustro, poprawiłam włosy i weszłam do salonu. Brendon jak Brendon, nie zmienił się w przeciągu 20 minut. Dziecko z ADHD, potargane włosy, zarost... a ja mam kisiel w gaciach.
- Mietek! Jak ja dawno Cię nie widziałem!- rzucił się na mnie i przytulił mnie, przy czym lekko głaszcząc mnie po moich długich włosach
- Zbysioo! Kupę lat:P
- Masz bardzo ładny perfum.- uśmiechnął się do mnie patrząc przy tym w moje oczy
Mówiłam kisiel? Potok kisielu! :O
- Dzięki.- zarumieniłam się trochę
- No co? Coś nie tak powiedziałem?- spojrzał na wszystkich z nerwowym śmiechem
- Nic, nic.- Keltie uśmiechnęła się do mnie
- Właśnie Ash, bo my dzisiaj idziemy do klubu... pójdziesz z nami?
- Bden weź mi siostry nie przeprowadzaj na złą stronę mocy, co?
- Zamknij się!- Keltie go walnęła i zaczęła się śmiać
Zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, stałam jak wryta.
- Więc?- Bden gapił się na mnie
- Ale ona nie ma 21 lat.
- Ja też nie, zamknij się Ross.- warknął Urie
- Ash pewnie się zgadza, prawda Ash?- Kelt kiwała głową do mnie na tak
- Tak, z przyjemnością!
Uśmiechnęłam się szeroko. Tylko już nie wiedziałam co ubiorę! Posiedziałam chwilkę z nimi i poszłam na górę się szykować. Wzięłam relaksującą kąpiel i takie tam....
Ciągle w to nie wierzyłem. Zaprosiłem Mietka na imprezę. O cholera, Ry mnie zabije. Przecież jego malutka siostrzyczka... ale co ja poradzę, że ona ma w sobie coś, co mnie pociąga? Może zmiana włosów z różowych na rude tak to dały?
- Bden, halo?
- Jestem tutaj, dżizus kurwa ja pierdolę! Ross, jestem xD- zaśmiałem się
- Dobrze, że Ash idzie z nami.
- Keltie, to nie Ash, a Miecio, mówiłem Ci tyle razy!
- Dobra, Miecio.
- Lub lato, ale lato to wyjątek, jak chcesz ją wkurzyć.
Ry spojrzał na mnie. Nawet nie wie jak ja dobrze znam jego siostrę.
- Skąd to wiesz?
- Byłem na Dominikanie, to wiem :P
- To co chłopaki, ja dołączę do Miecia, ubierzemy się i zrobimy makijaż.
Keltie zniknęła za drzwiami. Ry nic nie mówił, aż w końcu przemówił.
- Ona na Ciebie liczy, weź tego nie zmarnuj, proszę Cię.
- Masz na myśli Ashley?
- Tak.
- Myślisz, że ona mnie...?- spojrzałem na niego zdziwiony, nic nie powiedział- Co Ty! Wkręcasz mnie Ross xD
- Wkręt roku!- zaczął się śmiać, ale wiedziałem, że kłamie.
Siedziałyśmy z Kelt u mnie w pokoju robiąc sobie makijaż. Znaczy się, ona robiła mi. Nie ma jak siedzieć w staniku i stringach. Gadałyśmy sobie o tym i tamtym.
- Dzięki, że odpowiedziałaś mu za mnie, kompletnie mnie zatkało!
- Nie ma sprawy, wiem jakie to dla Ciebie ważne kochanie.
- Podoba mi się, ale co z tego? On mnie nie chce. Z resztą, tyle fanek na niego czeka tam w świecie...
- Ja też tak myślałam, a jednak Twój brat wybrał mnie ;]
- Ja w nic nie wierzę.
Brendon poszedł do domu, a ja zostałem z kobietami. Ile na nie można czekać? Urie to dzwonił do mnie z parę razy i nas opierniczał, że on już w Vegas czeka na nas pod klubem.
- Dziewczyny, no ruszcie się, Bden na nas czeka już w Vegas.
- No idę!
Ash zbiegła w sukience. Dawno jej nie widziałem w sukience, widocznie na serio jej zależało. Moje bóstwo... oj tak. Keltie... złapałem ją za rękę i wyszliśmy z domu do taksówki.
Nastrój: