Ashley, Brendon, Ashley, Brendon, Ashley, Ry, Ash
Wpakowaliśmy się do taksówki i pojechaliśmy do Vegas. Uwielbiam szalone noce spędzone w tym mieście. Nie odzywałam się w ogóle, byłam lekko zdenerwowana. Nie mogłam się doczekać wieczoru w towarzystwie Zdzisia. Zdzisio mi ten wieczór nieźle umili.. :).
Staliśmy przed wejściem do najlepszego klubu w Las Vegas. Dołączyli do nas Spenio i Haley.
- No to teraz jak tam ją przemycić?- zamyśliła się Haley
- Bden już ją pod pachę łap i won z nią do klubu!- śmiał się Spenio
Spojrzałam na Brendona, który uśmiechał się jak głupi. To był nerwowy uśmiech.
- No Mietek, na co czekasz? Na oficjalne zaproszenie?:D
- A dotknij tylko moich przecudownie wyprostowanych włosów...
Za późno. Już zanurzył w nich swoje łapska. W sumie było to przyjemne, głaskał mnie jakbym była jego dziewczyną. Przytulił mnie do siebie mocno i tak ruszyliśmy w stronę klubu. Przy wejściu szepnął mi: `ładnie wyglądasz.` Serce waliło mi jak szalone. Ochroniarze się na nas gapili, ale Brendon się uśmiechał i pocałował mnie w głowę. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy za Ry i resztą.
Ja nie chcę nic mówić, ale Miecio... jej. Wygląda tak ślicznie, a jak się do mnie przytuliła... zeszliśmy ochroniarzom z oczu, a ja ścisnąłem jej rękę mocniej, żeby upewnić się, że mi nie ucieknie. Usiedliśmy przy stoliku, a wtedy zobaczyłem Kim i LynnZ, moje kumpele ze szkoły. Nic nie mówiłem, ale miałem ochotę z nimi zabalować.
Chłopaki poszli po drinki dla nas. Uśmiechałam się cały czas.
- Kurde, on Cię trzymał za rękę!- powiedziała Haley
- Noo, kolejna laska do nas dołączy! Teraz będziemy się zwać CHAK, a nie CHK xD
- Buahaha! Co Ty Kelt. To się nie stanie.
- Nigdy nie mów...
- Nigdy!- dokończyła Haley i zaśmiałyśmy się
Wrócili faceci. Dostałam drinka od Brendona.
- Proszę kochanie, ale buziak najpierw.- uśmiechnął się Spenio
- Ja też chcę buzi!- śmiał się Ry
- A ja?- maślane Brendonowe oczka
Walnęłam buraka i dałam mu buziaka w policzek. Tyle razy to robiłam, a teraz było inaczej... siedzieliśmy trochę przy stoliku i poszliśmy tańczyć. Po tym wszystkim tego wieczoru miało wszystko się zmienić. Miało być z górki, a okazało się, że wcześniej to ja szłam po płaskiej drodze, teraz to ja miałam pod górkę! Taa... tańczyłam sama z Kelt i Hay na parkiecie, bo chłopcy oczywiście pili, a Zdzicho dorwał dwie cycate blondyny. Wróciłam zniesmaczona do stolika, wypiłam drinka jednym podejściem.
- Panno Ross, wyhamuj!- Ry złapał za mojego drinka
- Ja wracam do domu.
- Sama?! Nie ma mowy!- Spenio wyrwał mi torebkę z ręki
- Ja nie będę tutaj siedzieć!
Poszłam do toalety. Wszyscy byli pewni, że wyszłam, dzwonili do mnie i mnie szukali, a ja poszłam do kibla zapalić. Nagle do kibla wpadła jedna z tych cycatych blondynek, ciągnęła Brendona za sobą.
- Kim, nie dzisiaj, proszę.- mówił
- Ale będzie fajnie, zrobię Ci dobrze.
Zgasiłam papierosa, wzięłam miętówkę do buźki i miałam wychodzić. Brendon był kompletnie zalany, nawet mnie nie poznał.
- Oj skarbek, Brendon, będzie fajnie!
Spojrzałam na nich, serce miałam w gardle, ale postanowiłam go ratować i to jak najszybciej!
- Ej Ty pustaku, tak Ty! Tleniony łbie.
Obróciła się.
- Masz jakiś problem?!
- Może przestałabyś się kurwić z moim facetem, co?!
- Czego Ty ode mnie chcesz...- pocałowała Brendona
- Odwal się od niego!- popchnęłam ją
- Ty chuju jeden, czemu Ty mi to robisz co?!- z tego wszystkiego na serio miałam do niego żal i się popłakałam.- Ty mnie ciągle oszukujesz, ja mam tego dość! Odchodzę.- miałam wyjść
- Ash... ja...- spojrzał na mnie, przytulił mnie mocno- Przepraszam Cię, już nie będę tego robił, przyrzekam.
Laska wyszła. Szybko wyrwałam się z jego uścisku i poszłam w kąt do lustra, żeby poprawić makijaż.
- Mieciu, dziękuję Ci bardzo.- uśmiechnął się do mnie
- Nie ma za co, następnym razem nie pakuj się w takie coś.
Stałam oparta o umywalkę. Moja mina mówiła: spierdalaj gdzie pieprz rośnie! Bden podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu, bo stałam przodem do lustra.
- Ash...- ciarki przeszły mnie po ciele- Pójdziemy zatańczyć?- szeptał mi do ucha
Uśmiechnęłam się do niego. Odwróciłam się twarzą do Brendona, i musnęłam go w usta bez wahania. Kiedy otworzyłam oczy, on stał przestraszony.
- Nie rób tego więcej.- wyszeptał przerażony
- Bden... ja... przepraszam- miałam łzy w oczach i wybiegłam z toalety.
To się stało. Tak tego chciałem, tyle na to czekałem, a ja stchórzyłem. Po prostu stchórzyłem. Wybiegłem za nią, ale nie mogłem jej nigdzie znaleźć w tym tłumie. Nie mogłem sobie tego wybaczyć...
- Widziałeś Ash?- zapytałem Ry
- Ashley? Mignęła mi chwilę temu przed oczami, miała wychodzić.
- JEST!- pobiegłem za nią
Ruszyłam w stronę wyjścia, kiedy ktoś złapał mnie za rękę i zaciągnął do kibla. To był Brendon. Widząc moje łzy, uśmiech zniknął mu z twarzy.
- Hej, co jest?
- Idę do domu, a co może być?
- Nie, ja pytam o to.- wytarł mi łzy- Czemu płaczesz?
- Ja tak mam, wiesz? Przed okresem!- zaczęłam się śmiać, ale mi to nie wyszło
- Nie wkręcaj mnie tu! Miecio ja przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam.
Przejechał dłonią po moim czerwonym policzku, spojrzał głęboko w moje oczy, uśmiechnął się.
- To było miłe.
Zdałam sobie sprawę, że on przybliża twarz do mojej. Serducho to ja miałam chyba w mózgu! Zamknęłam oczy, czekałam na to, co się stanie. Kiedy już lekko dotykał moich ust...
Gdzie ten gad?! Ja już mam tego dość, Ash mi tu fochami rzuca, Urie się najebał, Spencer zniknął z Haley, a Keltie siedzi naburmuszona przy stoliku. Wpadłem do pierwszego, lepszego kibla z nadzieją, że to będzie męski kibel. Niestety było to kibel damski, a tam zastałem moją siostrę w objęciach Bdena. Oni się całowali. Nie no -.-
- Bree...?
- George?- Ash zawsze tak mówi, jak się mnie boi
- A co wy tutaj robicie?
- My? Nic, pocieszam Miecia, bo jakiś dupek ją olał.- przytulił ją i pogłaskał po głowie
- Dlatego całowałeś ją w damskiej toalecie?
- Eee...- podrapał się po głowie- W sumie to tak, to była rzęsa w oku! Zaglądałem jej do oka.
- Idziemy do domu.
Gapiłam się w Ry. Nie mogłam uwierzyć, że nam przerwał. Wyszłam bez słowa. Wyszłam z klubu i czym prędzej wyszłam na główną ulicę w Las Vegas myśląc, co będzie dalej. Czy mi się w końcu co kolwiek uda?
Nastrój:
tagi: