Kolejny dzień. Minął tydzień od tego, co się stało. Brendon do tej pory się do mnie nie odezwał. Kaley błagała mnie, żebym zapomniała, Ry milczał, Keltie wyzywała Bdena od niedojrzałych, a gdzie w tym wszystkim ja? Nie wiem. Więc dzisiaj mamy piątek, miałam uczyć się do testu z historii teatru, tak studiuję aktorstwo. Rozsiadłam się wygodnie na łóżku w moim pokoju, nagle zadzwonił telefon. W pustym pokoju rozległ się dzwonek Plug In Baby, piosenka, która wkręcił mi Jon ostatnio. Na wyświetlaczu widniało `Brendon :)`, biłam się z myślami, czy odebrać, czy nie. Dzwonił jeszcze raz, tym razem odebrałam.
- Tak?
- Hej. Co tam...?
Cisza.
- No dobra, schrzaniłem sprawę, Ry mnie zabije i w ogóle, ja przepraszam, to nie tak miało wyjść!
Zatkało mnie, nie wiedziałam co mam powiedzieć!
- Halo Ash, jesteś tam?
- Jestem.
- Więc?
- Nic się nie stało, wszystko jest ok.- jak ja kocham wykorzystywać moje aktorskie zdolności
- No to super! Masz ochotę na spacer?
- No nie wiem, miałam się uczyć.
- A to trudno, nie będę Ci przeszkadzał.
- Nie przeszkadzasz, w sumie to za dużo kuję, przyda mi się spacer.
- Świetnie, będę u Ciebie za 30 minut.
- No dobra, to ja czekam. Pa
- Narty!
Szybko przebrałam ciuchy i poprawiłam makijaż. Spacer nie spacer, ale wyglądać trzeba. Zjebać też go trzeba. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Mama widząc mnie panikującą poszła otworzyć drzwi.
- Ash, spokojnie.-szepnęła
W drzwiach stał Bear. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- O Bden, właź.- mamcia wpuściła go do środka.
- Dzień dobry. Ash, jesteś gotowa?
- Tylko ubiorę buty.
Szybko się ubrałam i wyszliśmy z domu. Przed domem stał jego samochód.
- Myślałam, że chcesz się przejść?
- Nie, mam lepszy pomysł. Pokażę Ci moje nowe mieszkanie.
- Oo, co ja słyszę? Przeprowadzasz się?
- No, tak można powiedzieć.
Ruszyliśmy. Pojechaliśmy do Las Vegas. Po drodze nam odwalało jak za starych czasów. Słuchaliśmy Ashlee Simpson! :O
- Boys boys boys they gimme gimme, they gimme, they follow my voice!- darł się Brendon
- OMG?! Jesteś gejem?!- szczałam ze śmiechu
- Chciałabyś.-uśmiechnął się
Tak śmiesznie naśladował głos Ash i w ogóle się popisywał swoimi zdolnościami.
- Dobra, skończ już, wszyscy wiemy, że fajnie śpiewasz.- śmiałam się
- O ty niewdzięczny dziadu, ja Cię dopadnę jeszcze!- dźgał mnie palcem w bok, a ja jak wiadomo mam gilgotki i piszczałam
- Brendon! Zdzichu przestań! xD
- Przeproś:D
- O wielki mistrzu Zdzichu obciągnę Ci jak mnie zostawisz!
Spojrzał na mnie i popłakał się ze śmiechu.
- Buahahaha! Trzymam Cię za słowo!
Zawsze mieliśmy zryty humor xD. Taki zboczony i pełen głupoty. Cóż ja na to poradzę? Na światłach już w samym Vegas nam odbijało. Korki były niemiłosierne, a nam odbijało! Siedzieliśmy w okularach przeciw słonecznych i tańczyliśmy do Womanizer. :D
- Womanizer, womanizer, womanizer ooh wominazer oh you're wominazer baby, you you you are, you you you are womanizer womanizer womanizer!- śpiewaliśmy razem
Babcia się na nas gapiła jak przechodziła przez pasy xD. Jakieś laski nas poznały i robiły nam fotki, a my pozowaliśmy, a co mieliśmy zrobić? Ciągle się śmiałam, on też. Podjechaliśmy do jakiegoś apartamentowca w centrum Vegas, który okazał się nowym domem Bdena.
- Ashton Kutcher ma tutaj swoje mieszkanie, jak już wiesz Twój brat i Keltie, Brit nasza kochana!
- Tak?- spojrzałam na niego- Nie mówił Ry.
Poszliśmy do mieszkania, które było na 8 piętrze. Widok był niesamowity! :O. W środku były już rzeczy Brendona, dziwne, Kaley nic nie mówiła o przeprowadzce.
- I jak się podoba?
- Super! Lepiej niż Ry.
Rozsiadłam się na kanapie i włączyłam tv. miał nawet kominek! Wręczył mi kieliszek z winem.
- Proszę, chyba opijesz ze mną moje nowe mieszkanie?:D
- Pewnie, że tak!
Złapałam za kieliszek, stuknęliśmy się lekko i zaczęliśmy pić. Rozmawiało się nam nadzwyczaj dobrze, brakowało tylko świec, wolnej muzyki i byłby klimat, serio. Zdaje mi się, że nie o taki klimat mu chodziło. Od dłuższego czas czułam jego wzrok na sobie, ja za to gapiłam się w lampkę wina na zmianę z wielką ścianę z okien i widokiem na Palms.
- Coś Cię trapi?- zapytał nagle
- Nic, a czemu pytasz? Aż tak widać?
- Więc jest coś? Widać. Mów, wiesz, że mi możesz powiedzieć.
- Ale Ty mi nie pomożesz.
- A może jednak?
Zrobiło mi się przykro. Wino dawało nieźle mi w łeb, ale język trzymałam za zębami. Uśmiechnął się do mnie, a ja siłą woli odwzajemniłam uśmiech, oczy mi się zaszkliły. Spoważniał.
- Ty płaczesz.
- Nie prawda.
- Mów co jest grane.
Spojrzałam na niego jeszcze raz. Był lekko pijany, ale wiedział co się dzieje. Złapał mnie za rękę i delikatnie ją pocierał.
- Nie zadzwoniłeś.
- Wiem i za to przepraszam. Nie wyjaśniliśmy sobie niczego. To co było w klubie...- spojrzał w moje oczy, złapał mnie mocniej za rękę- To było miłe, na prawdę.
Uśmiechnęłam się szeroko. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Ta chwila zdawała się trwać wiecznie. Słowa tutaj były zbędne, gesty były najważniejsze. Odstawił swój kieliszek na stół, mój też. Delikatnie przejechał dłonią po mojej twarzy i musnął mnie. Dreszcze przeszły całe moje ciało, nie wiedziałam jak się zachować.
- Podoba Ci się?- zapytał
- Tak.
Odstawiłam kieliszek z powrotem na stół. Świat się zakręcił, butelka była już pusta. Dalej gadaliśmy, mieliśmy swoje wkręty. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Ash, gdzie Ty jesteś, już jest 22!
- Mamo, dzisiaj śpię u Kaley.- uśmiech do Bdena
- A co się stało?
- No... tak wyszło. Uczymy się do historii teatru.
- No dobra, tylko wracaj jutro z rana.
- Tak, dobranoc.!
- Ty jesteś pijana..!
Rozłączyłam się i dalej gadaliśmy. Zachciało mi się spać i zasnęłam na Bdenie.
Rano obudziłam się z bólem głowy. Zaraz, jakie rano? Spojrzałam szybko na zegarek, była 14:30. Miałam 10 nieodebranych połączeń od mamy, 3 od Ry i wiadomości głosowe. Złapałam się za głowę. Zaczęłam odsłuchiwać wiadomości od mamy i Ry.
`Ash, gdzie Ty jesteś? zadzwoń jak odsłuchasz wiadomość!`
`Ashley do cholery jasnej, czemu matka płacze?! Już mi dzwoń do mamy`
Zadzwoniłam do mamy i wyjaśniłam wszystko. Brendon dalej spał jak zabity. Nie mogłam w to ciągle uwierzyć, gapiłam się w niego jak w obrazek. Ciągle byłam w ciuchach i zastanawiałam się, dlaczego my śpimy razem. Poszłam wziąć szybki prysznic, wyciągnęłam jakieś czyste ręczniki i poszłam do łazienki. Najlepsze, że ja nigdy nie zamykam toalety. Kiedy stałam pod prysznicem, do toalety wszedł Brendon. W ogóle nie skapnął się, że ktoś się kąpie. Po prostu otworzył rozporek spodni, i...
- Halo, ja tu jestem!- krzyknęłam
Przestraszył się.
- Ojej! Przepraszam.
Ok. 10 minut później wyszłam spod prysznica. On siedział w salonie z kubkiem kawy w ręku. Co zrobiła Ash? Wyciągnęłam jakąś koszulkę Brendona, była to koszulka Benjamina Jr., wyglądałam jak w sukience! Mokre, rude włosy opadały mi na piersi.
- Dzień dobry.- usiadłam obok niego na kanapie i zabrałam mu kubek z kawą
- Dzień dobry... ej oddawaj mi to!- zaśmiał się
- Ja się zastanawiam, czemu my spaliśmy razem?;>
- Aaa... bo w innych pokojach mam syf, a u siebie mam pościel itp. ale nie bój się, łapki miałem przy sobie, nawet Cię nie rozebrałem.
- A mogłeś! Nie wygodnie mi było.
- I tak źle i tak nie dobrze.- zaśmiał się
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Odruchowo ruszyłam w stronę drzwi, zaraz za Brendonem. Bden otworzył drzwi w samych jeansach, a ja stałam za nim w jego koszulce jako sukience z mokrymi włosami. Przed drzwiami stał Ryan. Zatkało go.
- Tutaj byłaś.- wydusił z siebie
- To nie tak jak myślisz!- zaczął się tłumaczyć Bden
- A jak? Moja siostra stoi tutaj prawie naga, odziana w Twoją koszulkę, ma mokre włosy, Ty siedzisz bez koszulki, ona pewnie ma Twoją kawę.
Spojrzałam na Ry. Nie mogłam wyjść z szoku.
- Zapiliśmy z Brendonem trochę, ale uwierz, do niczego nie doszło.
Ry kazał mi się ubrać i zawiózł mnie do domu. Po drodze pytał mnie o to jak to się stało, kiedy już mu wytłumaczyłam, że nic się nie stało, że tylko się zapiłam, Ryan się ucieszył.
- Ufam Ci, Bearowi też, więc na prawdę nic się nie stało.
- Kochany brat jesteś.
- To co, wychodzimy dzisiaj wieczorem?
- No pewnie:D
Mama była lekko wkurzona, ale jak Ry jej wytłumaczył, że zabrał mnie z domu mojej koleżanki z klasy, która mieszka w Vegas, to się uspokoiła. Ryan też mówił o tym, że idziemy wszyscy na imprezę, bo Jon przyjechał z Cassie i muszę tam być. Nie chciała się zgodzić, ale po dłuższych namowach mama się zgodziła, żebym spała u mojego braciszka. On jest po prostu kochany. :) Wieczorem wyszykowałam się na imprezę, szybko włożyłam biało-czerwoną sukienkę z New York Couture, do tego jasno różowe legginsy i białe buty na obcasie, ale nie do końca, bo podeszwa z obcasem była złączona z resztą. Do tego płaszczyk i mogłam iść. Rude proste włosy zwisały mi to łokci. Wiem, że skopiowałam fryzurę Ashlee Simpson, ale jej to nie przeszkadzało :P. Zabrali mnie Spenio i Haley. Plotki tak szybko się roznoszą, że już wiedzieli.
- A Ty Ross co robiłaś u Bdena na noc?- zaśmiał się Spenio prowadząc samochód
- Spałam. Spiliśmy się obydwoje i tak wyszło, no serio.
- I nie dotknął Cię?- śmiała się Haley
- No na serio, palcem. Tyle co mnie do łóżka swojego zaniósł i razem spaliśmy, ale przysięgam, miałam na sobie ubrania!
Śmiali się z nas, oni myślą, że coś się święci, z resztą... ja też. Mam taką nadzieję:(. Spotkaliśmy się wszyscy pod klubem, jak zawsze Bden przygarnął mnie pod swoje skrzydła. Przytulił mnie mocno do siebie, złapał za pas i gadał mi czułe słówka jak wchodziliśmy.
- Kochanie, ślicznie wyglądasz, wiesz?
- Dziękuję skarbie.- uśmiechnęłam się
Usta złożyłam w pocałunek, a on oczywiście to pominął. Ochroniarze się dziwnie na nas spojrzeli.
- Dowód poproszę.
Bden wyciągnął swój, a ja stałam jak głupia.
- A ona?
- Ona jest ze mną, ma prawie 21 lat. Proszę, wpuście moją dziewczynę.
- No dobra, ale następnym razem jak dziewczyna chce buziaka to całuj chłopie, a nie!- śmiał się ochroniarz
- Tak? Nie zauważyłem.- byliśmy już w środku- Przepraszam kotek.- pocałował mnie w usta i poszliśmy dalej
Wypiliśmy po drinku i zostałam wyciągnięta na parkiet przez Brendona. Tańczyliśmy prawie cały czas! Nawet dj zadedykował nam piosenkę The Cranberries- Kiss Me. Przytulił mnie do siebie i tańczyliśmy. Dołączyli do nas Ry z Keltie, Spenio z Haley i Jon z Cass. Robiłam obroty i takie tam. Na koniec piosenki wszyscy się całowali... taka presja otoczenia. A my co?
- Oni na nas to wymuszają.- zaśmiałam się
- Hmm... w sumie to masz rację.
Zamknął oczy i lekko pocałował mnie w usta. Pocałował jeszcze raz i jeszcze raz... i przestał. Ktoś go zaczepił.
- O hej! Co tam słychać Sarah?- przytulił dziewczynę
- Cześć;) nie przeszkadzam?
- Nie.- uśmiechnęłam się, a tak na serio mało jej nie zabiłam- To ja nie przeszkadzam.
Poszłam do stolika. Moja chwila szczęścia, prawie pełnego pocałunku skończyła się fiaskiem przez jakąś krótkowłosą lafiryndę podobną do Katy Perry. Znowu zjebany wieczór... kupiłam sobie z 4 drinki i piłam je po kolei. Gapiłam na bawiących się Jona i Cass oraz Haley i Spenia. Szlag mnie trafiał, że nic mi nie wychodzi. Przy stoliku również siedziałam sama. Robiłam się coraz bardziej pijana i coraz bardziej rozpaczałam nad swoim losem. Nagle znikąd zjawił się Brendon.
- Sama tak siedzisz?
- Taa.- odparłam smutno
- Można?
- Można.
- Czemu smutna siedzisz?
- Tak jakoś. Jak widzisz siedziałam sama bez nikogo, a gdzie masz koleżankę?
- A nie wiem, gdzieś zginęła. Z resztą, to nie ważne.
Przysunął się do mnie, objął mnie w pasie. Powoli piłam drinka.
- Nie przyzwyczajasz się?
- Nie.
Na parkiecie było pełno ludzi, a po kątach chowały się pary, które albo się całowały, albo kopulowały, albo chuj wie co. Brendon przybliżył się do mnie jeszcze bardziej i delikatnie musnął moje usta. Powtórzył to parę razy aż w końcu zaczęliśmy się całować. Jedną dłonią głaskał moje włosy, a drugą obejmował mnie mocno. Było mi tak cudownie, że nie zwracałam uwagi kto przychodzi i kto odchodzi. Całowaliśmy się całe wieczności, dopóki nie przyszedł mój brat.
- Noo, Urie widzę, że w końcu dobrze myślisz!- śmiał się
- A jak!- objął mnie mocno
Ciągle się uśmiechałam. Poszliśmy jeszcze na parkiet, potańczyliśmy sobie. Po 2 mieliśmy się zbierać, Brendon tylko miał skoczyć do toalety. I nagle się rozpłynął, nie odbierał telefonów ode mnie, Ry, i reszty. Cóż, wróciliśmy do domu Ryana i poszłam spać.
Nastrój:
tagi: