Powrót

4. Walk away to save your face...

poniedziałek, 20.kwietnia.2009, 22:35
Obudziłam się rano wyjątkowo bez kaca. Ubrałam się szybko, związałam włosy w gumkę i wyszłam z mieszkania sprawdzić, czy Brendon jest u siebie. Zapukałam w dębowe drzwi ze strachem, że pomyliłam drzwi. Kiedy zobaczyłam Brendona, ucieszyłam się. On stał w jeansach bez koszulki. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Gdzie się zmyłeś?
- Aa, ja na was czekałem, ale, że nikt nie wychodził to poszedłem do domu.
Spojrzałam na niego dziwnie.
- To my na Ciebie czekaliśmy. Z resztą, mogę?
- Nie, widzisz, to nie jest odpowiednia pora i...
Znikąd zjawiła się ona. Ta sama Sarah, w koszulce Bdena z mokrymi włosami i kubkiem kawy. Lekko objęła go i uśmiechnęła się. Spojrzałam na nich z niedowierzaniem i czekałam na odpowiedź. Odpowiedzi nie usłyszałam.
- A kto to jest skarbie?
- Ash. Ash, to jest Sarah.
- A tak, my się znamy.- warknęła- Spław ją.- szepnęła do niego i poszła sobie
- Ashley, ja...
Odwróciłam się na pięcie pełna łez oczach i po prostu zamiast iść do windy, to zbiegałam na czwarte piętro. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, po prostu nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Weszłam do domu Ry i popłakałam się na dobre. Keltie zbierała mnie z ziemi, byłam w środku histerii. Było tak idealnie, sytuacja była tak wyklarowana i co? I znowu ktoś stanął mi na drodze.
- Ja już tego mam dość, rozumiesz?! Na okrągło ktoś staje mi na drodze do miłości.- wtuliłam się w nią
- Cii, już, spokojnie. Będzie dobrze Ash, jeszcze tego pożałuje Brendon, ona nie będzie jedną z nas...

Dwa tygodnie później ja dalej przypominałam roślinę, a ich związek kwitł w najlepsze. Moje najukochańsze dziewczyny bojkotowały każde spotkanie z Brendonem i nią, w ogóle z nią nie rozmawiały, a potem spotykałyśmy się razem, żeby ją obgadywać. Jak słyszałam Northern Downpour w radio to miałam ochotę te radio wyrzucić przez okno, z mamą nie poruszałyśmy tego tematu. Przyszła kolejna impreza, po raz któryś zostałam zaproszona, ale nie chciałam się na niej zjawić. Tym razem impreza odbywała się w apartamencie Ry, więc wjazd był na luzie. Rozmyślałam cały tydzień, aż w końcu się zdecydowałam, bo miała na tej imprezie być Cass Pope i Travis! :) i wiele wiele innych osób, więc postanowiłam się tam wybrać. Żeby wkurzyć Brendona i tą jak jej tam, a tak pusty orzeszek! (Orzechowski) ubrałam koszulkę Audrey Kitching. Taka nawet z dekoltem, było widać kolczyka, więc joł. Do tego ubrałam legginsy i te białe buty Marc Jacobson, z łączoną podeszwom. Jak zawsze po drodze zabrali mnie Spenio i Haley. Gadaliśmy dużo o tym, kto będzie i co się będzie działo. Ja mam pokój zarezerwowany u Ry, także ludzie mogą mi naskoczyć! Śmiałyśmy się z Haley jak głupie, Spenio nas uspakajał;D.

Podjechaliśmy do apartamentowca. Muzykę było słychać aż na dworze! Uśmiechnęłam się do siebie, czułam, że tej nocy dam im popalić. Przywitałam się ze wszystkimi znajomymi i zaczęłam pić. Z Travim mieliśmy takie wkręty, że mało! On wpadł a pomysł grania w butelkę za pieniądze. Za każdym razem trzeba było kogoś pocałować, a jak się nie chciało, to kara wynosiła 100$. Zgłosili się prawie wszyscy! Zaczął Travis i padło na Cass.
- Dawaj Travi, dawaj!-śmiałam się
Dali sobie niewinnego buziaczka. Cass musiała pocałować Haley, Haley Ry, Ry wpadł na mnie.
- No nie!- zaśmiałam się
- Dawaj siostra buziaka!
- A masz Ty dziadu!
Soczysty buziak prosto w usta, nawet nam zdjęcie zrobili. Kręciłam i ja. Z każdym obrotem butelki modliłam się `oby tylko nie ona`. I padło... jeszcze gorzej. Spojrzałam na Beara, miał nie wyraźną minę. Nie miałam kasy, żeby zrezygnować, więc stanęłam na czworaka i czekałam co on zrobi.
- No Brendon, czemu nie płacisz 100?- zapytała Sarah
- A niby po co?
- Chyba nie pocałujesz tego czegoś?
Spojrzałam na nią z kurwikami w oczach i nie wytrzymałam. Rzuciłam się na nią i mało jej nie zabiłam.
- Dla Ciebie jestem pani! To po pierwsze!- walnęłam ją z pięści- Po drugie, to Ty namieszałaś mi w życiu.- poprawiłam- A po trzecie, to nie ja jestem bezguście, kopiarko Katy Perry!- walnęłam jej po raz ostatni, bo złapał mnie Ryan, Jon, Travis i Spenio.
Brendon wyprowadził swoją piękność do domu. Po tym wszystkim odechciało mi się wszystkiego. Brendona mi się odechciało, żyć mi się odechciało też. Piłyśmy z dziewczynami i obgadywałyśmy ją ciągle.
- Ale motyw z tą koszulką to jest wyjebany!- śmiała się Keltie
- Dzięki. O to chodziło. ;)
- Ale jej dołożyłaś!
- Wiem, dzięki.- śmiałam się jak głupia.
Kiedy poszłam do łóżka, spojrzałam na telefon. Miałam nieodebraną wiadomość od Brendona. Usunęłam smsa od razu i poszłam spać. Ok. 5 nad ranem dostałam kolejnego smsa od Brendona.
`czemu nie odpisujesz? ja przepraszam za nią, nic Ci nie jest?`
` a to jeszcze Ciebie interesuje? nie przepraszaj, bo to i tak nie jest szczere. powiedz jej, że jak ją spotkam, to nie liczę za siebie.`
` na prawdę mi jest przykro. nie powinienem przychodzić na tą imprezę z Sarah.`
` za późno, a dmuchane lalki to się trzyma w szafie, taka wiadomość na przyszłość. dobranoc, bo mnie bezczelnie obudziłeś.`
Już nie odpisał, może i lepiej?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


1 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

amenity amenitymylog.plczwartek, 23.kwietnia.2009, 15:52
85.28.133.95

Cześć, piękności moja.
Milości sie nie wybiera.. ( oszustwo )
przyjdzie Pudrany Wieszak na ubrania i wszystko zmąci.
Tak Pić i pić ;) ale czy to rozwiązanie.


.:Ksiega:.
Wpisz się
Ogladaj

.:Linki:.

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (7)
wszystkie (7)

1. introduction. (1)2. it's time to dance! (1)3. this is story of the bottom of this bottle... (1)4. walk away to save your face... (1)5. i hope you had hide your barbie girl in the clo (1)6. two dates during one evening. (1)7. let's get these teen heart beating faster (1)faster! (1)

anikoamenity



.:Wspomnienia:.
2009
kwiecień (4)
maj (2)
czerwiec (1)




lAy by mArtynA