Powrót

6. Two dates during one evening.

czwartek, 28.maja.2009, 15:14
Obudziłam się ok. 16 w niedzielę. Obudził mnie telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym było 5 nieodebranych wiadomości i 15 nieodebranych połączeń.
- Halo?
- Ash? Jej, w końcu. Jak się czujesz?
- Strasznie, a Ty Alex?
- Już lepiej. Masz czas się spotkać?
- Widzisz, ja dopiero co wstałam, może jutro...
- Jutro wyjeżdżamy.- słychać było smutek w jego głosie
- Ah.- zawahałam się- Wiesz, gdzie mieszka Brendon, ja mieszkam w tym samym apartamentowcu. Przyjedź, najwyżej napijemy się kawy, czy coś tam.
- Okej, będę tam za półtorei godziny, pa.
- Pa.
Uśmiechnęłam się. Zaczęłam się szykować. Jak wyszłam spod prysznica usłyszałam Brendona w kuchni. Śpiewał sobie coś pod nosem, widocznie był sam.
- Bear?- wychyliłam mokry łeb zza drzwi
- O Ash, wszedłem, bo było otwarte, a tu nikogo nie ma...- spojrzał w moją stronę, a ja trzymałam ręcznik- Hmm, do twarzy Ci tak. Chyba już taką kiedyś Cię zastałem, prawda?
Wspomnienia uderzyły mnie jak z bicza. Wszystko do mnie wróciło.
- Tym razem nie zawaham się.
Podszedł do mnie z uśmiechem. Przejechał dłonią po moich mokrych włosach i pocałował mnie w czoło. Potem w nos, w policzki i delikatnie w usta. Uśmiechałam się, nie mogłam nadziwić się temu, co się dzieje. Parę dni temu moje szanse można było określić jako zerowe, a teraz on sam mnie pragnął.
- Może pójdziemy na randkę, co?- uśmiechnął się szeroko
- To nie jest dobry pomysł...
Przypomniałam sobie, że niedługo przyjedzie Alex. Musiałam się szybko decydować, którego wybrać, z którym spędzić czas.
- Słuchaj, może ja pójdę się ubrać, a Ty skocz po zakupy, ugodujemy sphagetti, co?
- No dobra!
- Nie śpiesz się. Najlepiej to ja wpadnę za półtorei godziny.
Kiedy wyszedł szybko poleciałam do łazienki się szykować. Wskoczyłam w getry, spódniczkę i bluzkę z krótkim rękawem, żeby jakoś wyglądać. Włączyłam prostownicę i do tego suszarką suszyłam włosy. Do pokoju weszła Keltie, widząc moją panikę zaczęła mnie malować.
- Co się dzieje?- zapytała nakładając puder
- Za jakieś 20 minut będzie tutaj Alex Gaskarth, a za godzinę jestem umówiona na randkę z Brendonem.
- O dziewczyno, Ty to masz jednak zdrowie.
Keltie spojrzała na mnie dziwnie. Niezręczną ciszę przerwał mój telefon.
- Możesz odebrać?- zwróciłam się do Kelt, bo miałam ręce w odżywce do włosów.
- Już. Słucham? Nie, tu Keltie, Ash ma zajęte ręce.- włączyła głośno-mówiący.
- Kto to?
- Kaley.
- Hej Kaley!
- Cześć zdziro, co się nie odzywasz?
- A bo dużo tu mówić. Dzisiaj idę na dwie randki.
- O! A jak urodziny Brendona?
- Super!
- Zaraz... jakie dwie randki?
- No, z Alexem Gaskarthem z All Time Low i nie zgadniesz.
- Udało Ci się!- darła się jak głupia- Ale to oczywiste, że wybierzesz Brendona, nie?
Keltie się z nas śmiała. Miała ubaw po pachy!:D
- Nie wiem...
- Nie załamuj mnie!- brechtała Colleen
- Właśnie, nie załamuj mnie i Keltie.
- Zobaczę.
- Dobra, ja wam nie przeszkadzam.
- Nie, nie przeszkadzasz!
- Pa!
I się rozłączyła. Kiedy zobaczyłam 17:20 na zegarku, ogarnęła mnie panika. Za 40 minut miałam iść do Brendona, a za 10 minut zjawi się Alex. Kelt szybko wyprostowała moje włosy, a ja malowałam oczy. Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Ryan otowrzył drzwi, a Kelt w małej panice ubrała byle jakie buty i wyprowadziła Ry tak, jak stał. Uśmiechnęłam się do Alexa wpuszczając go do środka.
- Cześć Ash.- dostałam buziaka i wyciągnął różyczkę
- Jej, śliczna! Dzięki.
Zaprosiłam go do kuchni.
- Alex nie mam za bardzo czasu na jakie kolwiek wychodzenie dzisiaj.
- Turdno, chociaż trochę się Tobą nacieszę. Ile mamy czasu?
- Jakieś 40-50 minut.
Przytulił mnie mocno. Zdziwiłam się, ale jakoś to przemilczałam. Po chili oderwałam się.
- Napijesz się czegoś?
- Hmm... nie, dziekuję. Może porobimy zdjęcia?- uśmiech nie schodził mu z twarzy
Zaczęliśmy robić jakieś łachowe fotki. Kiedy chciał mnie pocałować, odsunęłam się.
- Coś nie tak?
- Chyba będzie lepiej jak zostaniemy tylko przyjaciółmi.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Ale wczoraj, gdyby nie Ashlee...
- To było wczoraj.-powiedziałam wkurzona- Przepraszam.
- Skarbie...
Złapał mnie za ramiona, spojrzał mi głęboko w oczy.
- Ashley, nie czujesz jakbyśmy znali się od zawsze? Jesteś przepiękną dziewczyną, znam Cię tak krótko, a wiem, że mógłbym być z Tobą.
Milczałam. Nie wierzyłam w to wszystko.
- Nie możesz mnie kochać. Nie tak szybko!- mówiłam przerażona
Gapiłam się na niego. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał 18:05.
- Jestem spóźniona.
- Ojej, przepraszam, mogłaś mnie wygonić!- śmiał się
Ubrał bluzę i ruszył w stronę drzwi.
- Przepraszam za wszystko. Jak będziemy w Vegas to dam znać.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Przesunął się lekko i wbił się w moje usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Było mi nawet fajnie! Jego ręce błądziły po moich plecach, a nawet pod koszulką. Kiedy się ocknęłam, była 18:20.
- Alex, na serio jestem spóźniona!
- Idę. To trzymaj się.- przytulił mnie i pocałował w czoło
- Pa!
Wyszedł. Szybko poprawiłam włosy, założyłam szpilki i pobiegłam do windy. Wychodząc poczułam znajome zapachy włoskiej kuchni. Zapukałam do drzwi.
- Mieliśmy to robić razem!- śmiał się Brendon
- Wiem, zasiedziałam się.
- No dobra, wybaczam Ci.- uśmiechnął się szeroko- Więc... wpadłem na pomysł, żeby dodać prawdziwe pomidory i cebulę!
Zaśmiałam się.
- To jest podstawa Brendziu.
Stanęłam przy kuchence i zaczęłam dodawać różne rzeczy, które Bden pokroił wcześniej. Obydwoje mieliśmy na sobie fartuszki, wyglądało to przekomicznie! Kiedy opowiadaliśmy sobie jakieś kawały, Bear podszedł do mnie i pocałował mnie w głowę.
- Powiedz mi coś. Skąd ta nagła zmiana?
- Booo....- zamyślił się- Zorientowałem się, że mi się podobasz. Wcześniej mówiłem sobie, że nie mogę Ciebie kochać, bo jesteś dla mnie jak siostrzyczka. Później stiwerdziłem, że nie mogę się tak oszukiwać.
- Znam Cię. Tak łatwo nie zmieniasz swojego zdania.
Zamyśliłam się... no tak! Miał z kim o mnie walczyć, to dlatego!
- Czy to nie wina Alexa?- spojrzałam na niego nie pewnie
Zaniemówił.
- Nie, niby jak?
- No tak, że jestem nudna jak flaki z olejem, a jak masz z kim walczyć...
W jego oczach malowała się panika. Jakbym czytała z niego, jak z otwartej książki.
- A jak studia?- bezczelnie zmienił temat.
- Dobrze.
- Już nie rzuca się ta nauczycielka od historii teatru?
- Nie.
Po pół godzinie wszystko było gotowe. Po uciekaniu od tematu odechciało mi się tam w ogóle być. Zjadłam, grzecznie wysłuchałam historii na temat prezentów, jeszcze raz zostałam pochwalona przez Brendona za prezent i postanowiłam iść.
- Nie idź, jeszcze 21 nie ma.
- Muszę poćwiczyć z tekstu w domu.
- Może obejrzymy jakiś film?
- A jakie filmy masz?- zainteresowało mnie to
- Klik i robisz co chcesz, Twilight, Nienarodzony..
- Masz Twilight?!- pisnęłam
- A masz. To co, oglądamy?
- Yhym.
Usiadłam na wielkiej kanapie w salonie, dostałam małego drinka do ręki.
- Ty znowu chcesz mnie spić, co nie?
- Może.- posłał mi swój łobuzerski uśmiech
Zaczęliśmy oglądać film. Jak zawsze Twilight był interesujący mimo tego, że oglądałam ten film z 6 razy. Czując jak Bden próbuje mnie objąć, uśmiechnęłam się. Szybko wtuliłam się w niego. Zaczął szeptać mi do ucha.
- Podoba Ci się wieczór?
- Tak, a Tobie?
- I to jak!
Pocałował mnie w skroń. Zaczęłam bawić się jego koszulką. Widocznie mu się spodobało, bo spojrzał na mnie z uśmiechem. Głaskał mnie po włosach delikatnie. Po prostu tak było cudownie.
- `Lew zakochał się w jagnięciu.`
- `Co za głupie jagnię.`
- `Chory na umyśle lew masochista.`
Poczułam jak jego serce bije mocniej. Spojrzał prosto w moje oczy i pocałował mnie. Wyszło z tego takie zamieszanie, że pilot spadł, w ułamku sekundy postawiłam miskę z popcornem na stoliku, a on leżał na mnie całując jak szalony.
- Bear co Ty robisz?- obudziłam się z amoku, jak tylko próbował ściągnąć moją koszulkę.
- Przepraszam, poniosło mnie.
Wróciliśmy do pozycji siedzącej, dalej oglądaliśmy film. Delikatnie głaskał mnie po głowie bawiąc się moimi włosami. Całkowicie leżałam oparta o niego. Zapach jego perfum unosił się w powietrzu. Po filmie zaczęłam się zbierać do domu.
- Kiedy jeszcze do mnie wpadniesz?- zapytał
- Nie wiem, kiedy tylko zechcesz.- puściłam mu oczko
- Dobra, to...- zmieszał się, nie wiedział co ma robić- Dobranoc.-musnął mnie w usta
- Dobranoc.
Nie wytrzymałam. Zaczęłam go całować. Miał taki śliczny błysk w oku. Przez niego miałam kisiel w gaciach! xD Wróciłam do domu zadowolona, ciągle się uśmiechałam. Dzisiaj wieczorem dostałam dwa smsy na dobranoc.
Alex: `Dobranoc skarbie ;*`
Brendon: `Kochana jesteś, wiesz? Dobranoc ;* <3`
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


2 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

amenity amenitymylog.plsobota, 30.maja.2009, 13:36
85.28.133.95

Oho i jak myslisz.
Który jest ten ' jedyny, uroczy.. '
Wydaje mi się , ze alex ech..

amenity amenitymylog.plsobota, 30.maja.2009, 13:37
85.28.133.95

ślicznie pisziesz, naprawde.
Az się czytac chce.


.:Ksiega:.
Wpisz się
Ogladaj

.:Linki:.

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (7)
wszystkie (7)

1. introduction. (1)2. it's time to dance! (1)3. this is story of the bottom of this bottle... (1)4. walk away to save your face... (1)5. i hope you had hide your barbie girl in the clo (1)6. two dates during one evening. (1)7. let's get these teen heart beating faster (1)faster! (1)

anikoamenity



.:Wspomnienia:.
2009
kwiecień (4)
maj (2)
czerwiec (1)




lAy by mArtynA