Obudziłam się ok. 16 w niedzielę. Obudził mnie telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym było 5 nieodebranych wiadomości i 15 nieodebranych połączeń.
- Halo?
- Ash? Jej, w końcu. Jak się czujesz?
- Strasznie, a Ty Alex?
- Już lepiej. Masz czas się spotkać?
- Widzisz, ja dopiero co wstałam, może jutro...
- Jutro wyjeżdżamy.- słychać było smutek w jego głosie
- Ah.- zawahałam się- Wiesz, gdzie mieszka Brendon, ja mieszkam w tym samym apartamentowcu. Przyjedź, najwyżej napijemy się kawy, czy coś tam.
- Okej, będę tam za półtorei godziny, pa.
- Pa.
Uśmiechnęłam się. Zaczęłam się szykować. Jak wyszłam spod prysznica usłyszałam Brendona w kuchni. Śpiewał sobie coś pod nosem, widocznie był sam.
- Bear?- wychyliłam mokry łeb zza drzwi
- O Ash, wszedłem, bo było otwarte, a tu nikogo nie ma...- spojrzał w moją stronę, a ja trzymałam ręcznik- Hmm, do twarzy Ci tak. Chyba już taką kiedyś Cię zastałem, prawda?
Wspomnienia uderzyły mnie jak z bicza. Wszystko do mnie wróciło.
- Tym razem nie zawaham się.
Podszedł do mnie z uśmiechem. Przejechał dłonią po moich mokrych włosach i pocałował mnie w czoło. Potem w nos, w policzki i delikatnie w usta. Uśmiechałam się, nie mogłam nadziwić się temu, co się dzieje. Parę dni temu moje szanse można było określić jako zerowe, a teraz on sam mnie pragnął.
- Może pójdziemy na randkę, co?- uśmiechnął się szeroko
- To nie jest dobry pomysł...
Przypomniałam sobie, że niedługo przyjedzie Alex. Musiałam się szybko decydować, którego wybrać, z którym spędzić czas.
- Słuchaj, może ja pójdę się ubrać, a Ty skocz po zakupy, ugodujemy sphagetti, co?
- No dobra!
- Nie śpiesz się. Najlepiej to ja wpadnę za półtorei godziny.
Kiedy wyszedł szybko poleciałam do łazienki się szykować. Wskoczyłam w getry, spódniczkę i bluzkę z krótkim rękawem, żeby jakoś wyglądać. Włączyłam prostownicę i do tego suszarką suszyłam włosy. Do pokoju weszła Keltie, widząc moją panikę zaczęła mnie malować.
- Co się dzieje?- zapytała nakładając puder
- Za jakieś 20 minut będzie tutaj Alex Gaskarth, a za godzinę jestem umówiona na randkę z Brendonem.
- O dziewczyno, Ty to masz jednak zdrowie.
Keltie spojrzała na mnie dziwnie. Niezręczną ciszę przerwał mój telefon.
- Możesz odebrać?- zwróciłam się do Kelt, bo miałam ręce w odżywce do włosów.
- Już. Słucham? Nie, tu Keltie, Ash ma zajęte ręce.- włączyła głośno-mówiący.
- Kto to?
- Kaley.
- Hej Kaley!
- Cześć zdziro, co się nie odzywasz?
- A bo dużo tu mówić. Dzisiaj idę na dwie randki.
- O! A jak urodziny Brendona?
- Super!
- Zaraz... jakie dwie randki?
- No, z Alexem Gaskarthem z All Time Low i nie zgadniesz.
- Udało Ci się!- darła się jak głupia- Ale to oczywiste, że wybierzesz Brendona, nie?
Keltie się z nas śmiała. Miała ubaw po pachy!:D
- Nie wiem...
- Nie załamuj mnie!- brechtała Colleen
- Właśnie, nie załamuj mnie i Keltie.
- Zobaczę.
- Dobra, ja wam nie przeszkadzam.
- Nie, nie przeszkadzasz!
- Pa!
I się rozłączyła. Kiedy zobaczyłam 17:20 na zegarku, ogarnęła mnie panika. Za 40 minut miałam iść do Brendona, a za 10 minut zjawi się Alex. Kelt szybko wyprostowała moje włosy, a ja malowałam oczy. Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Ryan otowrzył drzwi, a Kelt w małej panice ubrała byle jakie buty i wyprowadziła Ry tak, jak stał. Uśmiechnęłam się do Alexa wpuszczając go do środka.
- Cześć Ash.- dostałam buziaka i wyciągnął różyczkę
- Jej, śliczna! Dzięki.
Zaprosiłam go do kuchni.
- Alex nie mam za bardzo czasu na jakie kolwiek wychodzenie dzisiaj.
- Turdno, chociaż trochę się Tobą nacieszę. Ile mamy czasu?
- Jakieś 40-50 minut.
Przytulił mnie mocno. Zdziwiłam się, ale jakoś to przemilczałam. Po chili oderwałam się.
- Napijesz się czegoś?
- Hmm... nie, dziekuję. Może porobimy zdjęcia?- uśmiech nie schodził mu z twarzy
Zaczęliśmy robić jakieś łachowe fotki. Kiedy chciał mnie pocałować, odsunęłam się.
- Coś nie tak?
- Chyba będzie lepiej jak zostaniemy tylko przyjaciółmi.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Ale wczoraj, gdyby nie Ashlee...
- To było wczoraj.-powiedziałam wkurzona- Przepraszam.
- Skarbie...
Złapał mnie za ramiona, spojrzał mi głęboko w oczy.
- Ashley, nie czujesz jakbyśmy znali się od zawsze? Jesteś przepiękną dziewczyną, znam Cię tak krótko, a wiem, że mógłbym być z Tobą.
Milczałam. Nie wierzyłam w to wszystko.
- Nie możesz mnie kochać. Nie tak szybko!- mówiłam przerażona
Gapiłam się na niego. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał 18:05.
- Jestem spóźniona.
- Ojej, przepraszam, mogłaś mnie wygonić!- śmiał się
Ubrał bluzę i ruszył w stronę drzwi.
- Przepraszam za wszystko. Jak będziemy w Vegas to dam znać.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Przesunął się lekko i wbił się w moje usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Było mi nawet fajnie! Jego ręce błądziły po moich plecach, a nawet pod koszulką. Kiedy się ocknęłam, była 18:20.
- Alex, na serio jestem spóźniona!
- Idę. To trzymaj się.- przytulił mnie i pocałował w czoło
- Pa!
Wyszedł. Szybko poprawiłam włosy, założyłam szpilki i pobiegłam do windy. Wychodząc poczułam znajome zapachy włoskiej kuchni. Zapukałam do drzwi.
- Mieliśmy to robić razem!- śmiał się Brendon
- Wiem, zasiedziałam się.
- No dobra, wybaczam Ci.- uśmiechnął się szeroko- Więc... wpadłem na pomysł, żeby dodać prawdziwe pomidory i cebulę!
Zaśmiałam się.
- To jest podstawa Brendziu.
Stanęłam przy kuchence i zaczęłam dodawać różne rzeczy, które Bden pokroił wcześniej. Obydwoje mieliśmy na sobie fartuszki, wyglądało to przekomicznie! Kiedy opowiadaliśmy sobie jakieś kawały, Bear podszedł do mnie i pocałował mnie w głowę.
- Powiedz mi coś. Skąd ta nagła zmiana?
- Booo....- zamyślił się- Zorientowałem się, że mi się podobasz. Wcześniej mówiłem sobie, że nie mogę Ciebie kochać, bo jesteś dla mnie jak siostrzyczka. Później stiwerdziłem, że nie mogę się tak oszukiwać.
- Znam Cię. Tak łatwo nie zmieniasz swojego zdania.
Zamyśliłam się... no tak! Miał z kim o mnie walczyć, to dlatego!
- Czy to nie wina Alexa?- spojrzałam na niego nie pewnie
Zaniemówił.
- Nie, niby jak?
- No tak, że jestem nudna jak flaki z olejem, a jak masz z kim walczyć...
W jego oczach malowała się panika. Jakbym czytała z niego, jak z otwartej książki.
- A jak studia?- bezczelnie zmienił temat.
- Dobrze.
- Już nie rzuca się ta nauczycielka od historii teatru?
- Nie.
Po pół godzinie wszystko było gotowe. Po uciekaniu od tematu odechciało mi się tam w ogóle być. Zjadłam, grzecznie wysłuchałam historii na temat prezentów, jeszcze raz zostałam pochwalona przez Brendona za prezent i postanowiłam iść.
- Nie idź, jeszcze 21 nie ma.
- Muszę poćwiczyć z tekstu w domu.
- Może obejrzymy jakiś film?
- A jakie filmy masz?- zainteresowało mnie to
- Klik i robisz co chcesz, Twilight, Nienarodzony..
- Masz Twilight?!- pisnęłam
- A masz. To co, oglądamy?
- Yhym.
Usiadłam na wielkiej kanapie w salonie, dostałam małego drinka do ręki.
- Ty znowu chcesz mnie spić, co nie?
- Może.- posłał mi swój łobuzerski uśmiech
Zaczęliśmy oglądać film. Jak zawsze Twilight był interesujący mimo tego, że oglądałam ten film z 6 razy. Czując jak Bden próbuje mnie objąć, uśmiechnęłam się. Szybko wtuliłam się w niego. Zaczął szeptać mi do ucha.
- Podoba Ci się wieczór?
- Tak, a Tobie?
- I to jak!
Pocałował mnie w skroń. Zaczęłam bawić się jego koszulką. Widocznie mu się spodobało, bo spojrzał na mnie z uśmiechem. Głaskał mnie po włosach delikatnie. Po prostu tak było cudownie.
- `Lew zakochał się w jagnięciu.`
- `Co za głupie jagnię.`
- `Chory na umyśle lew masochista.`
Poczułam jak jego serce bije mocniej. Spojrzał prosto w moje oczy i pocałował mnie. Wyszło z tego takie zamieszanie, że pilot spadł, w ułamku sekundy postawiłam miskę z popcornem na stoliku, a on leżał na mnie całując jak szalony.
- Bear co Ty robisz?- obudziłam się z amoku, jak tylko próbował ściągnąć moją koszulkę.
- Przepraszam, poniosło mnie.
Wróciliśmy do pozycji siedzącej, dalej oglądaliśmy film. Delikatnie głaskał mnie po głowie bawiąc się moimi włosami. Całkowicie leżałam oparta o niego. Zapach jego perfum unosił się w powietrzu. Po filmie zaczęłam się zbierać do domu.
- Kiedy jeszcze do mnie wpadniesz?- zapytał
- Nie wiem, kiedy tylko zechcesz.- puściłam mu oczko
- Dobra, to...- zmieszał się, nie wiedział co ma robić- Dobranoc.-musnął mnie w usta
- Dobranoc.
Nie wytrzymałam. Zaczęłam go całować. Miał taki śliczny błysk w oku. Przez niego miałam kisiel w gaciach! xD Wróciłam do domu zadowolona, ciągle się uśmiechałam. Dzisiaj wieczorem dostałam dwa smsy na dobranoc.
Alex: `Dobranoc skarbie ;*`
Brendon: `Kochana jesteś, wiesz? Dobranoc ;* <3`
Nastrój:
tagi: